Kiedyśmy się zachwycali architekturą Kiszyniowa, kolega zasugerował nam wizytę w Komracie. Miasto to jest oddalone od mołdawskiej stolicy o jakieś 100 km, więc trza było ogarnąć jakiś transport. Poszukaliśmy informacji i koniec końców dotarliśmy na jeden z dworców. Tam zarezerwowaliśmy sobie miejsca na poranny kurs. Pan kierowca był bardzo fajny i wytłumaczył nam gdzie mamy przyjść i co powiedzieć. Niestety, kiedy rano pojawiliśmy się w umówionym miejscu, za kierownicą marszrutki siedział zupełnie inny pan. W sumie nie robiłoby nam to dużej różnicy, gdyby nie fakt, że był nieogarnięty niczym kierowca BMW na osiedlowej uliczce. Najpierw nie rozumiał, że mamy zarezerwowane miejsca, później kazał nam poczekać, po czym nagle zapytał, co tak stoimy. Zapowiadało się na to, że najbliższe 3 godziny upłyną nam miło... Po drodze mieliśmy ze 3 przystanki. Na jednym z nich część ludzi wysiadła, bo było to ich miejsce docelowe. Inni wyszli, żeby rozprostować nogi, zapalić czy też skorzystać z toale...