Po noclegu w kamieniołomie w Hercegkút ruszyliśmy w stronę Rumunii. Najpierw wypatrzyliśmy jezioro Vekeri-Tó koło Debreczyna. A właściwie miejsce, w którym jezioro kiedyś najwyraźniej było. Pozostały po niej malownicze podesty i typowo wodna roślinność. Woda uznała, że nie będzie na nas czekać i wyparowała była. Później obiad, który zrobiliśmy sobie nad rzeką w Fughiu. Tam, gdzie nocowaliśmy już 2 razy przy poprzedniej wizycie w Rumunii. Różnica była taka, że ostatnio towarzyszyły nam owce, konie i kozy i zaglądające nam ciekawie do namiotu krowy. Tym razem zwierzęta zrobiły sobie dzień wolny. Zastąpiła je bryczka przejeżdżająca przez rzekę i chłopaki na quadzie. Po drodze wypatrzyliśmy stoisko z arbuzami. I kiedyśmy już mieli dokonać zakupu, portfel przypomniał nam, że wakacyjny budżet też ma swoje granice. A dokładniej mówiąc, nie mieliśmy tyle gotówki. Na szczęście Rumuni bardzo lubią dzieci, więc kiedy sprzedawczyni zobaczyła Fr...