Są ludzie, którzy na wakacje wybierają miejsca, w których można poleżeć przy basenie i relaksować się nicnierobieniem. My odpoczywamy w zupełnie inny sposób, więc tegoroczne wakacje rozpoczęliśmy łącząc swego rodzaju kulturę z przyjemnością. Padło na węgierską wieś Hercegkut. To miejsce, które większości Polaków nie mówi zbyt wiele, ale praktycznie każdy Węgier kojarzy to miejsce z doskonałym winem. I trudno się dziwić, bo tutejsze piwniczki są naprawdę wyjątkowe. Do tego stopnia , że zostały wpisane na listę UNESCO. Na zdjęciach wyglądały uroczo. Na żywo jeszcze bardziej!
To nie jest zwykła uliczka z piwnicami. To miejsce wygląda, jakby ktoś postanowił w jednym miejscu zbudować osiedle dla hobbitów. I tylko zamiast herbaty serwuje się tutaj wyborne wino. Gdyby chcieć spróbować trunku w każdej z piwnic, myślę, że gdzieś w połowie drogi zarówno nogi, jak i język miałyby problem z poprawnym funkcjonowaniem. Bo każdy z rezydentów chętnie nalewał nam swoje wyroby do degustacji. Delektowaliśmy się smakiem wina w klimatycznych wnętrzach, wydrążonych w tufowej skale. Ściany piwnic pokrywa charakterystyczny czarny nalot. Nie, to nie efekt braku remontu od XVIII wieku. To szlachetna pleśń, która żywi się alkoholem odparowującym z beczek i jest zupełnie naturalnym elementem takich piwnic.
Kiedyśmy już nasycili oczy i podniebienia ruszyliśmy dalej, bo Hercegkut nie samymi piwnicami stoi. Rzut kamieniem od nich znajduje się kamieniołom, zwany swojsko "Morskim Okiem". I tylko ludzi jest deczko mniej niźli nad tym tatrzańskim. Dookoła wyrobiska prowadzi szlak pieszy, z którego można podziwiać zapierające dech w piersiach widoki.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)



.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)

.jpg)
.jpg)


.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz