Przejdź do głównej zawartości

Mołdawia - Kiszyniów cz. 1

 


W czerwcu ubiegłego roku mieliśmy pojechać do Czeskiego Raju.
I z pewnością wyjazd doszedłby do skutku gdyby nie to, że pojawiły się tanie bilety lotnicze do Kiszyniowa. Natentychmiast zmieniliśmy cel naszej podróży i tym to sposobem pewnego pięknego dnia wylądowaliśmy w stolicy Mołdawii.
Na lotnisku zakupiliśmy karty SIM,  wybraliśmy kasę z bankomatu i tak zaopatrzeni wsiedliśmy w trolejbus, który zawiózł nas praktycznie pod nasz nowy tymczasowy dom. Bilety na przejazd kupowało się w środku pojazdu. Sprzedawał je pan za gotówkę, przeliczając przy okazji wszystkie posiadane pieniądze. Robił to przy sprzedaży KAŻDEGO biletu.  Było to zabawne, ale jak się nad tym zastanowić, przynajmniej manka chłop nie będzie miał.  

Miasto nas oczarowało, choć zdaję sobie sprawę z tego, że będą i tacy, dla których powody naszego zachwytu będą niejasne. Bo to taki brutalistyczny rodzaj piękna. Na całej naszej trasie wyrastały bloki mieszkalne - szare i toporne. W ilości niewyobrażalnej. U nas też istnieją blokowiska - nawet niektóre sporych rozmiarów, ale są z reguły poupychane gdzieś na peryferiach miast. A tu? Jedna z głównych ulic miasta,  a beton wita nas od prawej do lewej.  



A skąd taka zabudowa?  Kiszyniów bardzo ucierpiał w czasie II Wojny Światowej - ponad 90 % miasta zostało zniszczone. Władze radzieckie postanowiły je odbudować w swoim stylu, czyli w miejsce starych budynków stawiano bloki, które w założeniu miały być bardziej funkcjonalne. Bo przecież w bloku upchnie się więcej mieszkańców a wtedy - zarówno upychani jak i upychający będą zadowoleni. Dziś ta zabudowa jest czymś, co wyróżnia Kiszyniów na tle innych stolicy europejskich. I szczerze mówiąc była to jedna z rzeczy, które zdecydowały o tym, że to akurat tam wylądowaliśmy. Bo jedni lubią luksus a my wolimy miejsca charakterystyczne i ciekawe.

Podziwiając z okien trolejbusu mijane  blokowiska  pomyślałam, że fajnie by było któryś z nich zobaczyć od środka. Marzenia mają to do siebie, że się spełniają, więc kiedy już dotarliśmy do zarezerwowanego przez nas mieszkania,  okazało się, że znajduje się ono w jednym z takich dwudziestopiętrowych budynków.  

Tym, co rzuciło nam się w oczy po wejściu do środka były skrzynki pocztowe. Jakże inne od naszych uporządkowanych.


Na szczególną uwagę zasługuje też winda. To guzik przywołania.

Tak zaś wygląda  panel numeryczny. 

Mnie jego działanie przypomina  stare korki elektryczne. Wybierasz konkretne piętro, a kiedy winda dojeżdża on odskakuje. Z głośnym hukiem!  Co ciekawe, jednocześnie można wcisnąć tylko jeden guzik. Więc kiedy w dźwigu znajduje się więcej osób, kto pierwszy ten lepszy. Można jeździć między piętrami kilkanaście minut. Ot, taka atrakcja. Ale przynajmniej za darmoszkę, bo w Gruzji za windy często się płaci.


Kiszyniów to miasto kontrastów. Tu wspomniane wyżej blokowiska stoją w pobliżu XIX- wiecznej zabudowy. Stare samochody jeżdżą po tych samych ulicach, co nowoczesne, wypasione bryki. 

Ze względu na mnogość miejsc, których się w tym mieście nie spodziewaliśmy, podzieliłam ten wyjazd na kilka wpisów, bo szkoda by mi było pominąć któreś z miejsc przez nas odwiedzonych.


Żegnam się więc 5-letnim koniakiem zakupionym w pobliskim sklepie za około 20 zł i zapraszam do przeczytania kolejnego odcinka o atrakcjach mołdawskiej stolicy. 

 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kontrowersyjny Ogród Niewiniątek

Kilkanaście lat temu zaczęły się masowe wyjazdy Polaków za granicę  w celach zarobkowych.  Na tej sytuacji mocno cierpiały rodziny a najbardziej dzieci, które musiały znosić rozłąkę z rodzicami. To zainspirowało artystę - Sylwestra Ambroziaka do stworzenia instalacji poświęconej Eurosierotom. Składa się ona z 22 rzeźb wykonanych z żywicy epoksydowej i można ją zobaczyć w dzielnicy Katowic - Szopienicach. Część instalacji znajduje się na terenie Browaru Mokrskich przy ul. Bednorza a część na trawniku przed nim.  Pomimo tego, iż rzeźby pojawiły się już w 2015 r, do dziś wzbudzają spore kontrowersje. Jedni widzą w nich zdeformowane dzieci, inni przybyszy z obcej galaktyki. I chyba nie ma osoby, która przeszłaby obok nich obojętnie. Mnie się podobają, ale jak wiadomo o gustach się nie dyskutuje. 😉

Jak przypadkiem odnaleźliśmy bunkier na plaży.

  Okolice Nesebyru tak nam się spodobały, że postanowiliśmy tam zostać na dłużej. Nie w samym mieście rzecz jasna a w jakimś uroczym zakątku nieopodal. Tym bardziej, że linia brzegowa tego regionu wynosi, bagatela 50 km! Nie musieliśmy długo szukać, bo już za drugim podejściem natrafiliśmy na fajne miejsce, które idealnie nadawało się na biwak. Z tyłu pilnował nas niedokończony hotel, z boku mieliśmy hotel działający a przed nami rozpościerało się morze. Dodatkowo z miejsca, gdzie stanęliśmy można było dostrzec majaczący gdzieś w oddali Nesebyr. Doskonale widać go było w nocy, kiedy rozświetlony wyróżniał się na tle morza. Idealne miejsce do tego, żeby odpocząć, zregenerować się i nabrać sił do dalszej podróży. Kiedy Maniek zabrał się za rozstawianie namiotu my z Franką wybrałyśmy się na mały rekonesans. Standardowo dołączył do nas kolejny pies, więc znowu przez chwilę mieliśmy na stanie dwa zwierzaki. W sumie, jak się tak zastanawiam, to okazuje się, że Pepsi zawarła w trakcie teg...

Pola naftowe, jaskinie i foki, czyli nareszcie w Bułgarii

  Wjeżdżając do Bułgarii liczyliśmy się z tym, że trzeba przejść przez kontrolę graniczną. Ale nie takiej się  spodziewaliśmy. Podszedł pan, sprawdził dokumenty i poszedł. Nikomu nic nie mówiąc. I tak siedzieliśmy w tym aucie jak dwa ciołki. Czy to już? Zastanawialiśmy się nie mając kogo zapytać, bo jak okiem sięgnąć nie było żywego ducha. No może poza kierowcami tirów, którzy stali karnie tuż przy drodze. Postanowiliśmy się ruszyć, bo co tak będziemy sami stać. Jakby co, to nas zatrzymają, nie? Ale nie zatrzymali. I tym to sposobem znaleźliśmy się w kraju, który był celem naszego wyjazdu. Jechaliśmy drogami, które przypominały  nasze wojewódzkie. I kiedy coraz rzadziej pojawiały się zabudowania, zaczęliśmy się rozglądać za jakimś miejscem na nocleg. Co rusz od głównej drogi odchodziły ścieżki prowadzące ku morzu. Przecinały one olbrzymie trawiaste pola na których gdzieś na horyzoncie majaczyły wiatraki. Zdecydowaliśmy się wjechać w jedną z takich bocznych dróg i tym same...