Uważam, że Słowacja to bardzo niedoceniany przez nas kraj. Zazwyczaj traktujemy ją jako miejsce, w którym można się zatrzymać na krótki postój w drodze do innych, bardziej odległych krain. Tymczasem to państwo ma do zaoferowania tyle, że głowa mała. Od obłędnych widoków po miejsca, które zapadają głęboko w pamięć. I do tych ostatnich należy Vlkolinec. Jest to niewielka osada, która najwyraźniej uznała, że XVIII i XIX wiek były wystarczająco udane i nie ma sensu niczego zmieniać. Położona na zboczach Wielkiej Fatry wioska wygląda jak żywy skansen.
Co ciekawe, nie jest to muzeum stworzone specjalnie dla turystów. To autentyczna osada, w której wciąż mieszkają ludzie. Można więc spotkać kogoś, kto płucze warzywa w strumieniu, czy wiesza pranie na sznurach przed domem. Część mieszkańców jest pewnie zmęczona zainteresowaniem, które wzbudza ich miejsce zamieszkania, bo na kilku domach zauważyliśmy tabliczki z zakazem fotografowania. Wcale mnie to nie dziwi, bo też nie byłabym zadowolona, gdyby tłum ludzi przewalał mi się przez podwórko i robił zdjęcia wszystkiemu, co się nawinie.
A skąd takie zainteresowanie niewielką miejscowością? Vlkolínec znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Zachowało się tutaj ponad 40 tradycyjnych drewnianych domów z charakterystycznymi kolorowymi elewacjami. Spacer między nimi przypomina podróż w czasie – ciągle ma się wrażenie, że za chwilę na drodze stanie nam ktoś w lnianych ciuchach prowadzący stado kóz czy innych baranów. Tymczasem wpada się na kolejnego turystę, który z obłędem w oczach dokumentuje swój pobyt w osadzie.












Komentarze
Prześlij komentarz