Po fantastycznym noclegu przy jaskini Garvanitsa spakowaliśmy się i podążyliśmy w stronę kolejnej pieczary. Tej, koło której kręciliśmy się już dnia poprzedniego, czyli Devatashki. Ale zanim tam dotarliśmy, rzuciło nam się w oczy coś, co postanowiliśmy sprawdzić. Mianowicie miejsce, gdzie występują wodospady. Tych w Bułgarii jest trochę, ale jak już mieliśmy takie miejsce po drodze, to czemu nie zajrzeć? Tym bardziej, że dzień zapowiadał się upalny a sama myśl o chłodnej wodzie brzmiała niezwykle kusząco. Okazało się, że nie dość, że są to największe kaskady w Bułgarii, to na dodatek mają coś wspólnego ze smokiem. Nie wiedzieliśmy jeszcze co, ale skoro spotkaliśmy już podczas tej podróży jednego, to i z drugim możemy się zapoznać. A co!
Dla odświeżenia tematu odsyłam tu
Wodospady Kruszuna, bo o nich mowa znajdują się przy najkrótszym w kraju szlaku turystycznym. Ale to, że jest najkrótszy nie znaczy, że jest z nim coś nie tak. Wprost przeciwnie! Jest wyjątkowo, nawet jak na Bułgarię piękny. Przechodziliśmy pomiędzy drzewami, które tworzyły korytarze, dookoła nas rósł miękki mech a szemrząca rzeka przybierała niesamowite kolory. Coś jakby kryształ wpadł do szmaragdowego naczynia. Duża przejrzystość powodowała, że znakomicie było widać pływające ryby i roślinność, która przybierała różne, nieczęsto fantazyjne formy. Jeśli dodać do tego wodę, która kaskadami spływa z około 20 metrów, można się poczuć niczym w niebiańskim ogrodzie.
Ale co ze smokiem? Legenda głosi, że dawno, dawno temu był sobie dzielny wojownik, który czuł się na tyle silny, że postanowił wyzwać bogów na pojedynek. Był jednak człowiekiem, więc w starciu z boską mocą nie miał większych szans. Walczył jednak na tyle wytrwale, że udało mu się ich oczarować. Usiedli więc, naradzili się i uznali, że chłopu należy się nagroda. Podarowali mu więc nieśmiertelność i zamienili w skrzydlatego smoka. Ja bym tam wolała dostać bardziej materialną nagrodę, ale może bycie smokiem też jest fajne? Tym bardziej, że to tego z Kruszuny należy ponoć tajemnicze podziemne jezioro z którego bogowie z lubością spożywają wodę a jego wody tworzą wodospady. Nie wiem, co smok robi z niekulturalnymi turystami, ale my byliśmy chyba dość grzeczni, bo oprócz miejscowych psów, które tradycyjnie robiły nam obstawę, niczego kudłatego nie przyuważyliśmy. Dla pewności jednak przejrzę raz jeszcze wszystkie zdjęcia. ;)
Wrzesień 2024 r.










Komentarze
Prześlij komentarz