Przejdź do głównej zawartości

Czy kara po śmierci jest możliwa? Na to pytanie odpowiada kościół w Przerzeczynie- Zdrój.

 Ostatnio pisałam o opuszczonym sanatorium. Dziś chcę Wam pokazać coś, co znajduje się dosłownie kilka kroków od niego. Jest to miejscowy kościół. I zanim prychniecie z pogardą, zobaczcie, co skrywa. Sam w sobie jest dosyć ciekawy, bo pochodzi z I połowy XIV w., ale jest w nim a w zasadzie na nim coś znacznie ciekawszego. Są to epitafia rycerskie i płyty nagrobne w ilości ok. 60 sztuk. Wyróżniają się one dużą dbałością o szczegóły. Zarówno stroje jak i rysy twarzy są przedstawione z wielką starannością. Niektóre z postaci są wykute w naturalnych proporcjach i odzwierciedlają zmarłych w skali 1:1. 






Na uwagę zasługuje jedna z płyt z herbem rodziny von Pfeil - właścicieli Przerzeczyna. Płyta ta bardzo odróżnia się od pozostałych. Widać na niej ogólny zarys postaci bez wdawania się w szczegóły. Jak się okazuje, jeden z rodziny, niejaki Hans von Pfeil za życia był utracjuszem, więc po śmierci, aby go ukarać za ziemski żywot, ufundowano mu tablicę, która sprawia wrażenie wykonanej niedbale. Takie to kary kiedyś stosowano. :)

Do samego kościoła nie udało nam się niestety dostać. Zerknęliśmy jedynie przez kratę. Może kiedyś nam się uda, bo chętnie zobaczyłabym, jakie jeszcze skarby skrywa jego wnętrze. 



Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Kontrowersyjny Ogród Niewiniątek

Kilkanaście lat temu zaczęły się masowe wyjazdy Polaków za granicę  w celach zarobkowych.  Na tej sytuacji mocno cierpiały rodziny a najbardziej dzieci, które musiały znosić rozłąkę z rodzicami. To zainspirowało artystę - Sylwestra Ambroziaka do stworzenia instalacji poświęconej Eurosierotom. Składa się ona z 22 rzeźb wykonanych z żywicy epoksydowej i można ją zobaczyć w dzielnicy Katowic - Szopienicach. Część instalacji znajduje się na terenie Browaru Mokrskich przy ul. Bednorza a część na trawniku przed nim.  Pomimo tego, iż rzeźby pojawiły się już w 2015 r, do dziś wzbudzają spore kontrowersje. Jedni widzą w nich zdeformowane dzieci, inni przybyszy z obcej galaktyki. I chyba nie ma osoby, która przeszłaby obok nich obojętnie. Mnie się podobają, ale jak wiadomo o gustach się nie dyskutuje. 😉

Jak przypadkiem odnaleźliśmy bunkier na plaży.

  Okolice Nesebyru tak nam się spodobały, że postanowiliśmy tam zostać na dłużej. Nie w samym mieście rzecz jasna a w jakimś uroczym zakątku nieopodal. Tym bardziej, że linia brzegowa tego regionu wynosi, bagatela 50 km! Nie musieliśmy długo szukać, bo już za drugim podejściem natrafiliśmy na fajne miejsce, które idealnie nadawało się na biwak. Z tyłu pilnował nas niedokończony hotel, z boku mieliśmy hotel działający a przed nami rozpościerało się morze. Dodatkowo z miejsca, gdzie stanęliśmy można było dostrzec majaczący gdzieś w oddali Nesebyr. Doskonale widać go było w nocy, kiedy rozświetlony wyróżniał się na tle morza. Idealne miejsce do tego, żeby odpocząć, zregenerować się i nabrać sił do dalszej podróży. Kiedy Maniek zabrał się za rozstawianie namiotu my z Franką wybrałyśmy się na mały rekonesans. Standardowo dołączył do nas kolejny pies, więc znowu przez chwilę mieliśmy na stanie dwa zwierzaki. W sumie, jak się tak zastanawiam, to okazuje się, że Pepsi zawarła w trakcie teg...

Pola naftowe, jaskinie i foki, czyli nareszcie w Bułgarii

  Wjeżdżając do Bułgarii liczyliśmy się z tym, że trzeba przejść przez kontrolę graniczną. Ale nie takiej się  spodziewaliśmy. Podszedł pan, sprawdził dokumenty i poszedł. Nikomu nic nie mówiąc. I tak siedzieliśmy w tym aucie jak dwa ciołki. Czy to już? Zastanawialiśmy się nie mając kogo zapytać, bo jak okiem sięgnąć nie było żywego ducha. No może poza kierowcami tirów, którzy stali karnie tuż przy drodze. Postanowiliśmy się ruszyć, bo co tak będziemy sami stać. Jakby co, to nas zatrzymają, nie? Ale nie zatrzymali. I tym to sposobem znaleźliśmy się w kraju, który był celem naszego wyjazdu. Jechaliśmy drogami, które przypominały  nasze wojewódzkie. I kiedy coraz rzadziej pojawiały się zabudowania, zaczęliśmy się rozglądać za jakimś miejscem na nocleg. Co rusz od głównej drogi odchodziły ścieżki prowadzące ku morzu. Przecinały one olbrzymie trawiaste pola na których gdzieś na horyzoncie majaczyły wiatraki. Zdecydowaliśmy się wjechać w jedną z takich bocznych dróg i tym same...