Przejdź do głównej zawartości

Czym mogą zadziwić Łażany?

 Bardzo często przejeżdżając przez różne miejscowości zastanawiam się nad ich historią
Zdarza się bowiem, że niepozorne miasteczko potrafi skrywać gigantyczne skarby.
Tak też jest w przypadku niewielkich Łażan w powiecie świdnickim. Pierwsze, co rzuca się w oczy po wjeździe do miejscowości  (przynajmniej mnie) to stojąca przy drodze ruina.



Pewnie latem jest obrośnięta roślinnością, jednak my odwiedziliśmy to miejsce z początkiem wiosny, więc jedyne, co zdążyło się zazielenić to wierzba, stojąca nad brzegiem fosy.
Tak, tak... to pałac, który otaczała fosa. Sama ruina była kiedyś dworem obronnym, który powstał
w XIVw. Później zmieniano koncepcje i po dwukrotnej przebudowie pałac zyskał charakter stylu barokowego z zachowaniem elementów renesansowych. 
Wraz z całym zespołem folwarcznym był własnością wielu znamienitych rodów. Między innymi rodziny Burghass. I to ciekawa historia, bowiem jeden z jej członków - hrabia August zafundował niewielkim Łażanom pierwszy na kontynencie europejskim (poza Wielką Brytanią) żelazny most, który wyprodukowała huta w Ozimku. Stanął on w 1795r i przetrwał aż do 1945r, kiedy to został zniszczony. Nie wiadomo w jaki sposób, bowiem są dwie wersje. Jedna mówi o wysadzeniu go przez Niemców, druga o zniszczeniu  przez wjeżdżający nań czołg rosyjski. 
Pewnie, gdyby nie te wydarzenia, most stałby po dziś dzień. Bo skoro przetrwał prawie 150 lat, 
tych kilkadziesiąt więcej pewnie nie zrobiłoby mu różnicy. Ten sam hrabia, który był fundatorem mostu, został pochowany na dziedzińcu pałacowym. Obecnie w tym miejscu stoi fontanna a raczej to, co z niej zostało. Bo z samego pałacu pozostało niewiele. 




W 1945r został uszkodzony przez rosyjską artylerię. Z tego, co powiedział mi jeden z mieszkańców Łażan - uszkodzeniu uległ tylko dach. Niestety nikt się tym zbytnio nie przejął, gdyż w tym okresie pałac był już we władaniu Armii Czerwonej. Wiemy doskonale, jakich zniszczeń potrafili dokonać, więc po ich bytności budynek był ograbiony z czego się dało. Władze ówczesnej Polski przejęły obiekt w opłakanym stanie i nie było komu wówczas ratować tej pięknej budowli. 
Pan Roman z którym rozmawiałam, mówił, że wielu zniszczeń dokonali okoliczni mieszkańcy. 
Kiedy ktoś potrzebował opału czy też budulca, przychodził i zabierał. Ponoć w oknach były piękne witraże, które zostały potłuczone, bo ramy okienne nadawały się do spalenia. 
Jeszcze 20 lat temu jeden ze strychów był pokryty dywanem wyniesionym z pałacu.
 Nie wpasowywał się w kanony mody, więc leżał tam i parciał. 

W 2018r pałac został zakupiony przez prywatnych inwestorów, którzy planują remont.
Faktycznie widać, że krzaki zostały pousuwane a na dziedzińcu poukładano cegły w równych rządkach. 
Bardzo kibicuję temu przedsięwzięciu, choć wiem, że zajmie to mnóstwo czasu. 

W trakcie sprzątania terenu odkopano wejście do podziemi - pan Roman wspominał, że jako dziecko biegał tymi tunelami z jednej strony parku na drugą. 



Właśnie... park... tam właśnie spotkałam mojego rozmówcę, kiedy był na spacerze z psem. Tuż przy zrujnowanej oranżerii, która ciągle zachwyca swoim pięknem. W ogóle cały park jest bardzo przyjemny dla oka. Co ciekawe,  odegrał swoją rolę przy powstaniu pałacu, gdyż wydobywano stamtąd glinę, która posłużyła do jego budowy. Tak przynajmniej mówi p. Roman, którego zostałam wielką fanką. Bo powiedział mi rzeczy, których bym nigdzie nie znalazła. Fajnie czasem zaczepiać ludzi. 




Wychodząc z parku poprzyglądaliśmy się jeszcze zabudowaniom folwarcznym, gdzie kiedyś mielono mąkę, pieczono chleb i podkuwano konie - całość była praktycznie samowystarczalna. 






Chcieliśmy jeszcze zajrzeć przed wyjazdem do kościoła, który powstał ok. 1300r i jest wpisany na listę zabytków. Niestety odbiliśmy się od kraty, więc pozostało nam jedynie oglądanie zza muru, cośmy uczynili. 





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kontrowersyjny Ogród Niewiniątek

Kilkanaście lat temu zaczęły się masowe wyjazdy Polaków za granicę  w celach zarobkowych.  Na tej sytuacji mocno cierpiały rodziny a najbardziej dzieci, które musiały znosić rozłąkę z rodzicami. To zainspirowało artystę - Sylwestra Ambroziaka do stworzenia instalacji poświęconej Eurosierotom. Składa się ona z 22 rzeźb wykonanych z żywicy epoksydowej i można ją zobaczyć w dzielnicy Katowic - Szopienicach. Część instalacji znajduje się na terenie Browaru Mokrskich przy ul. Bednorza a część na trawniku przed nim.  Pomimo tego, iż rzeźby pojawiły się już w 2015 r, do dziś wzbudzają spore kontrowersje. Jedni widzą w nich zdeformowane dzieci, inni przybyszy z obcej galaktyki. I chyba nie ma osoby, która przeszłaby obok nich obojętnie. Mnie się podobają, ale jak wiadomo o gustach się nie dyskutuje. 😉

Jak przypadkiem odnaleźliśmy bunkier na plaży.

  Okolice Nesebyru tak nam się spodobały, że postanowiliśmy tam zostać na dłużej. Nie w samym mieście rzecz jasna a w jakimś uroczym zakątku nieopodal. Tym bardziej, że linia brzegowa tego regionu wynosi, bagatela 50 km! Nie musieliśmy długo szukać, bo już za drugim podejściem natrafiliśmy na fajne miejsce, które idealnie nadawało się na biwak. Z tyłu pilnował nas niedokończony hotel, z boku mieliśmy hotel działający a przed nami rozpościerało się morze. Dodatkowo z miejsca, gdzie stanęliśmy można było dostrzec majaczący gdzieś w oddali Nesebyr. Doskonale widać go było w nocy, kiedy rozświetlony wyróżniał się na tle morza. Idealne miejsce do tego, żeby odpocząć, zregenerować się i nabrać sił do dalszej podróży. Kiedy Maniek zabrał się za rozstawianie namiotu my z Franką wybrałyśmy się na mały rekonesans. Standardowo dołączył do nas kolejny pies, więc znowu przez chwilę mieliśmy na stanie dwa zwierzaki. W sumie, jak się tak zastanawiam, to okazuje się, że Pepsi zawarła w trakcie teg...

Pola naftowe, jaskinie i foki, czyli nareszcie w Bułgarii

  Wjeżdżając do Bułgarii liczyliśmy się z tym, że trzeba przejść przez kontrolę graniczną. Ale nie takiej się  spodziewaliśmy. Podszedł pan, sprawdził dokumenty i poszedł. Nikomu nic nie mówiąc. I tak siedzieliśmy w tym aucie jak dwa ciołki. Czy to już? Zastanawialiśmy się nie mając kogo zapytać, bo jak okiem sięgnąć nie było żywego ducha. No może poza kierowcami tirów, którzy stali karnie tuż przy drodze. Postanowiliśmy się ruszyć, bo co tak będziemy sami stać. Jakby co, to nas zatrzymają, nie? Ale nie zatrzymali. I tym to sposobem znaleźliśmy się w kraju, który był celem naszego wyjazdu. Jechaliśmy drogami, które przypominały  nasze wojewódzkie. I kiedy coraz rzadziej pojawiały się zabudowania, zaczęliśmy się rozglądać za jakimś miejscem na nocleg. Co rusz od głównej drogi odchodziły ścieżki prowadzące ku morzu. Przecinały one olbrzymie trawiaste pola na których gdzieś na horyzoncie majaczyły wiatraki. Zdecydowaliśmy się wjechać w jedną z takich bocznych dróg i tym same...