Przejdź do głównej zawartości

Cichy Memoriał

 Uwaga! Pod żadnym pozorem nie jedźcie na Podkarpacie! 
Grasuje tam ktoś, kto może Was uzależnić od swoich prac. Tym kimś jest Arkadiusz Andrejkow . 
Na jego dzieła możecie się natknąć w najmniej oczekiwanych miejscach.

Bo kto to widział, tworzyć sztukę na stodole czy też starej szopie? W dodatku nie są to żadne współczesne obrazy a odzwierciedlenie starych fotografii. 

Przy okazji długiego weekendu na Podkarpaciu, przez przypadek zobaczyłam na jednej ze stodół ni to malunek,
ni to graffiti, ale tak ładne, że aż się zagapiłam i stałam z dziwnym wyrazem twarzy
przez dłuższą chwilę. . Później jadąc drogą wypatrzyłam coś podobnego w innej miejscowości. Pomyślałam, że nie może to być przypadek i jęłam poszukiwać informacji. Okazuje się, że jest to cykl "Cichy Memoriał", a dzieła o których mowa to deskale.  Prace nie dość, że fantastycznie wyglądają, to jeszcze sprawiają ludziom wiele radości. Bo kto by nie chciał, żeby ze ściany spoglądała na niego babcia, dziadek czy też inny członek rodziny?
Musi to być fantastyczne, tym bardziej, że w dobie cyfryzacji, tamte stare zdjęcia nabierają wartości. Ten zdolny człowiek przywraca pamięć o ludziach, którzy już odeszli, ale ciągle trwają w czyichś sercach. Niestety dane mi było zobaczyć tylko cztery takie obrazy z czego trzy udało mi się uwiecznić. Ale nic to... niedługo wybiorę się znów na Podkarpacie i pobawię się w odkrywcę deskali. Mnie już uzależniło. Nie idźcie w moje ślady. ;) 




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kontrowersyjny Ogród Niewiniątek

Kilkanaście lat temu zaczęły się masowe wyjazdy Polaków za granicę  w celach zarobkowych.  Na tej sytuacji mocno cierpiały rodziny a najbardziej dzieci, które musiały znosić rozłąkę z rodzicami. To zainspirowało artystę - Sylwestra Ambroziaka do stworzenia instalacji poświęconej Eurosierotom. Składa się ona z 22 rzeźb wykonanych z żywicy epoksydowej i można ją zobaczyć w dzielnicy Katowic - Szopienicach. Część instalacji znajduje się na terenie Browaru Mokrskich przy ul. Bednorza a część na trawniku przed nim.  Pomimo tego, iż rzeźby pojawiły się już w 2015 r, do dziś wzbudzają spore kontrowersje. Jedni widzą w nich zdeformowane dzieci, inni przybyszy z obcej galaktyki. I chyba nie ma osoby, która przeszłaby obok nich obojętnie. Mnie się podobają, ale jak wiadomo o gustach się nie dyskutuje. 😉

Jak przypadkiem odnaleźliśmy bunkier na plaży.

  Okolice Nesebyru tak nam się spodobały, że postanowiliśmy tam zostać na dłużej. Nie w samym mieście rzecz jasna a w jakimś uroczym zakątku nieopodal. Tym bardziej, że linia brzegowa tego regionu wynosi, bagatela 50 km! Nie musieliśmy długo szukać, bo już za drugim podejściem natrafiliśmy na fajne miejsce, które idealnie nadawało się na biwak. Z tyłu pilnował nas niedokończony hotel, z boku mieliśmy hotel działający a przed nami rozpościerało się morze. Dodatkowo z miejsca, gdzie stanęliśmy można było dostrzec majaczący gdzieś w oddali Nesebyr. Doskonale widać go było w nocy, kiedy rozświetlony wyróżniał się na tle morza. Idealne miejsce do tego, żeby odpocząć, zregenerować się i nabrać sił do dalszej podróży. Kiedy Maniek zabrał się za rozstawianie namiotu my z Franką wybrałyśmy się na mały rekonesans. Standardowo dołączył do nas kolejny pies, więc znowu przez chwilę mieliśmy na stanie dwa zwierzaki. W sumie, jak się tak zastanawiam, to okazuje się, że Pepsi zawarła w trakcie teg...

Pola naftowe, jaskinie i foki, czyli nareszcie w Bułgarii

  Wjeżdżając do Bułgarii liczyliśmy się z tym, że trzeba przejść przez kontrolę graniczną. Ale nie takiej się  spodziewaliśmy. Podszedł pan, sprawdził dokumenty i poszedł. Nikomu nic nie mówiąc. I tak siedzieliśmy w tym aucie jak dwa ciołki. Czy to już? Zastanawialiśmy się nie mając kogo zapytać, bo jak okiem sięgnąć nie było żywego ducha. No może poza kierowcami tirów, którzy stali karnie tuż przy drodze. Postanowiliśmy się ruszyć, bo co tak będziemy sami stać. Jakby co, to nas zatrzymają, nie? Ale nie zatrzymali. I tym to sposobem znaleźliśmy się w kraju, który był celem naszego wyjazdu. Jechaliśmy drogami, które przypominały  nasze wojewódzkie. I kiedy coraz rzadziej pojawiały się zabudowania, zaczęliśmy się rozglądać za jakimś miejscem na nocleg. Co rusz od głównej drogi odchodziły ścieżki prowadzące ku morzu. Przecinały one olbrzymie trawiaste pola na których gdzieś na horyzoncie majaczyły wiatraki. Zdecydowaliśmy się wjechać w jedną z takich bocznych dróg i tym same...